Kazanie

I oto mamy Wielkanoc – Święto nad świętami, w którym wypełnia się historia człowieka. Trzeba przyznać, że trudne to święta. Czujemy, że chodzi tu o wielkie sprawy, bo od nich zależą losy ludzkości, przyszłość każdego z nas. A jednak większy sentyment czujemy do Świąt Bożego Narodzenia. Tam wszystko jakoś nam bliższe, jakoś bardziej ludzkie. Nawet sam Bóg staje się tak bardzo ludzki, bo staje się jednym z nas. A dziś zamiast żłóbka – grób, zamiast pieluszek – całun, zamiast prostych pasterzy – bezduszna straż, zamiast święcącej gwiazdy – surowy kamień odsunięty od grobu. Jakże inna sceneria, jakże inna symbolika. Tu już mniej miejsca na sentymenty, tu trzeba więcej odwagi w myśleniu, szerokiej wyobraźni. Bo to już nie sielanka, ale prawdziwy dramat. Bo oto tej nocy ziemia zadrżała, skały pękały, zerwane zostały pieczęcie, odwalony kamień, pouciekali strażnicy, słońce wzeszło i oczom wielu świadków objawił się pusty grób. Wstrząśnięte kobiety mówią, że widziały anioła, który powiedział, że Jezus zmartwychwstał. Ale czy dać im wiarę? Nadzieje mieszają się z wątpieniem, pewność z niepokojem. Wszyscy zadają sobie to samo pytanie: Dlaczego grób jest pusty?
Zarówno 2000 lat temu, jak i obecnie śmierć Jezusa uznaje się bez większych trudności za fakt rzeczywisty. Oglądało ją bowiem wielu świadków, zarówno Żydów jak i Rzymian, przyjaciół Ukrzyżowanego jak i Jego wrogów. Dla całkowitej pewności żołnierz przebił Mu Serce. Ta łatwość w przyjmowaniu Jego śmierci wynika również stąd, że umieranie jest dla człowieka po prostu rzeczą naturalną.
Natomiast gdy mówimy o zmartwychwstaniu Chrystusa, łatwo podnoszą się głosy krytyczne. Spowodowane jest to tym, że zmartwychwstanie Chrystusa własną mocą jest czymś nadzwyczajnym, wydarzeniem, które tylko raz wydarzyło się w historii. Nie możemy go oglądać na co dzień. A zjawisk niezwykłych generalnie nie jesteśmy skłonni akceptować.
Współczesny człowiek być może chciałby, aby przy grobie Chrystusa ustawiono kamery, dzięki którym mógłby oglądać na ekranie wyjście Jezusa z grobu, niczym reality show. Przed dwoma tysiącami lat nie znano kamer telewizyjnych, a nawet gdyby były znane, to znaleźliby się pewnie tacy, którzy zapytaliby, czy nie było tam jakiejś manipulacji, mataczenia, jakiegoś fotomontażu ze strony operatora. Pozostają nam tylko relacje świadków. I co oni nam mówią?
Najpierw żołnierze – strażnicy. Mówią, że niczego nie pamiętają. Nic nie widzieli. Wiedzą, że Jezusa nie ma w grobie. Otrzymali pieniądze, aby kłamać. Ratują własną skórę przy pomocy kłamstwa wymyślonego przez przywódców kapłanów.
Następnie – Maria Magdalena. Ona już wczesnym rankiem była u grobu. Kochała Jezusa na swój sposób. On przebaczył jej słabość. Takich momentów się nie zapomina. Wdzięczność swoją okazała w domu Szymona, gdzie cennym olejkiem namaściła głowę Mistrza, a włosami otarła Jego nogi. Tylko miłość mogła ją przyprowadzić wczesnym rankiem. I w ten sposób stała się pierwszym świadkiem pustego grobu. Przerażona pobiegła do Piotra i Jana. Potem nie dała za wygraną i wróciła tam, do ogrodu, na miejsce grobu. Jej miłość płakała. Oczy zapłakane nie poznały Pana. Myślała, że to ogrodnik. Oczekiwała Tego, który przebaczył jej grzechy, któremu namaściła nogi i głowę olejkiem. To był On, ale zmartwychwstały. Nie mogła Go rozpoznać, bo nikt jeszcze nie widział człowieka, który zmartwychwstał. Zmieniła się postać, ale nie zmienił się głos. Poznała Go po głosie, gdy zawołał ją po imieniu.
Następny świadek to Szymon Piotr. Na wieść o pustym grobie bez wahania pobiegł do ogrodu, gdzie Chrystus był pochowany. Wszedł i zobaczył tylko płótna i chustę, która była na głowie Jezusa. A potem, gdy Piotr przybył do domu centuriona w Cezarei uroczyście oświadczył: „My jesteśmy świadkami wszystkiego, co zdziałał w ziemi żydowskiej i w Jerozolimie. Jego to zabili, zawiesiwszy na drzewie. Bóg wskrzesił Go trzeciego dnia i pozwolił ukazać się nam, wybranym uprzednio przez Boga na świadków”.
Obok Piotra wiarygodnym świadkiem był Jan apostoł, najmłodszy uczeń Chrystusa. Niektórzy przypuszczają, że bał się wejść pierwszy do grobu. Ale gdy już wszedł, to ujrzał i uwierzył. Święty Jan, patrzył oczyma czystego, młodego serca. On po prostu znał rytm bicia serca Chrystusa. On Pana nie opuścił nawet pod krzyżem. Miał oczy, serce i duszę pełną Chrystusa. Jemu przecież Pan Jezus powierzył swoją Matkę. Wystarczyły mu chusty, by uwierzyć.
Oto biblijni świadkowie Zmartwychwstania. Wiarygodni świadkowie. Bo oni nie tylko widzieli pusty grób, ale także Chrystusa zmartwychwstałego. Z Nim rozmawiali, razem spożywali posiłek, dotykali Jego przemienionego ciała.
A dziś my stajemy przed pustym grobem, stajemy z otwartą księgą Ewangelii. Po raz kolejny wsłuchujemy się w tę niezwykłą wiadomość, jaka obiegła Jerozolimę i przez wieki dalej dociera do najdalszych zakątków świata. Dotarła i do nas. Czy my sobie uświadamiamy, co ta wiadomość oznacza?
Filozof Voltaire, który był przecież niezwykle niechętny chrześcijaństwu, na pytanie, czym jest zmartwychwstanie, mówił jednak z przekonaniem, że „jest ono najprostszą sprawą na świecie. Ten, który stworzył człowieka – mówił Wolter – może go również po raz drugi powołać do życia”.
Ale pomyślmy jeszcze przez chwilę, co my powinniśmy robić, aby rosła w nas coraz bardziej nadzieja i pragnienie życia z ciałem i duszą na wieki?
Teologowie tłumaczą nam, że zmartwychwstanie i życie przyszłe, wieczne i piękniejsze, w jakimś sensie zaczyna się w nas już obecnie. I tyle jest w nas tego wiecznego życia, ile jest w nas bogactwa miłości i poświęcenia się dla dobra drugiego człowieka. Zmartwychwstanie będzie tylko zewnętrznym utrwaleniem tych wartości. Również każde nasze zwycięstwo nad grzechem, każdy dobry uczynek, możemy nazwać już częściowym zmartwychwstaniem.
Mamy nadzieję, że w każdym z nas jest przynajmniej zalążek życia wiecznego – trochę łaski Bożej, trochę miłości Boga i dobroci wobec bliźnich. Naszym zadaniem jest tak przy pomocy łaski Bożej je rozwinąć, aby w chwili naszej śmierci Bóg uznał je za godne utrwalenia na zawsze poprzez nasze zmartwychwstanie i życie na wieki.
Moi drodzy, człowiek przez całe dzieje nie usłyszał wspanialszej nowiny od tej, jaką dzisiaj głosi Kościół. Śmierć została pokonana. Szatan zwyciężony. Chrystus zmartwychwstał. Krzyż i zmartwychwstanie otwiera przed nami nieznaną dotąd perspektywę, cel naszych dążeń i nadziei. Tu chodzi o pełnię życia pochodzącego od Boga. Jest to życie tak nowe i zdumiewające, że aż trudne do udźwignięcia przez naszą wyobraźnię. „Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy go miłują” – napisał do Koryntian święty Paweł. Czy to do nas dociera? Powinniśmy w sumie dzień i noc nie przestawać dziękować Bogu za tak niezwykły prezent. Dla każdego, kto trwa z Chrystusem, niestraszna staje się śmierć. Bo od tamtej Wielkiej Nocy przyszłość należy do Chrystusa i tych, którzy jemu bez reszty zawierzyli.
Nie bądźmy zatem niemymi świadkami. Nie bądźmy podobni do żołnierzy strzegących grobu, którzy ten moment przespali, co więcej pod presją nacisków władzy poddali się kłamstwu upowszechniając fałszywą wersję. Patrzmy na Marię Magdalenę, która nie wstydzi się łez pokuty, ale i łez radości, rozpowiadając tę wielką nowinę. Patrzmy na wiarę Jana, któremu nie trzeba było więcej dowodów: po prostu ujrzał i uwierzył. Patrzmy na Piotra, który po takim wydarzeniu już więcej nie zaparł się swego Mistrza.
Od tej pory nie ma już lęku, obawy, zawiedzionych nadziei, ale jest pewność i ufna wiara, że cokolwiek człowieka spotka, to może być spokojny, bo z nim jest zmartwychwstały Chrystus
Nie lękajmy się zatem, nie bądźmy smutni, przygnębieni. Mamy największy powód do radości i ufnego patrzenia w przyszłość. Bo przyszłość należy właśnie do Chrystusa i wszystkich, którzy w Nim złożyli nadzieję.
Dlatego właśnie Kościół dziś nam życzy, abyśmy pragnęli ujrzeć Chrystusa u kresu naszego życia tak, jak tego pragnęli Piotr i Jan w poranek wielkanocny, gdy biegli do grobu, i jak Maria Magdalena, która z płaczem szukała Go wokół pustego grobu. Za chwilę odmówimy w wyznaniu wiary: „Wierzę w ciała zmartwychwstanie i żywot wieczny”. Niech te słowa będą dla nas, szczególnie dziś, pełne radosnej nadziei. Amen.

Comments

comments

Written by