Sposób na inwestorów


KOTYNI  SPOSÓB  NA  INWESTORA !!!


Inwestor ze Śląska, który inwestuje w elektrownie wodne w całej Polsce, postanowił zainwestować w naszym powiecie. W kwietniu 2014 roku zakupił Młyn Marcelin, wraz z tamą na rzece Liswarta w Krzepicach. W momencie, kiedy kupował te obiekty, nie były one wpisane na listę zabytków. Sprawdził to dokładnie przed zakupem.  Wszystko wydawało się być w porządku, miał konkretny plan inwestycji . Zaplanował rozebrać  młyn – który był ruiną.  Miał konkretne plany odbudowy i rozbudowy. W momencie, gdy na miejsce przyjechała ekipa rozbiórkowa, pojawiła się na miejscu również policja oraz służby gminne z dokumentem, który świadczył o tym, że budynek w sierpniu 2014 został wpisany na listę gminnej ewidencji zabytków w drodze zarządzenia burmistrza Krystiana Kotyni. Zgodnie z aktualnym stanem prawnym, burmistrz może w drodze zarządzenia bez analizowania czegokolwiek wpisać dany budynek na listę ewidencji zabytków i inwestor nie może zrobić nic, bez zgody konserwatora zabytków. Inwestor, który wcześniej wyłożył już konkretne pieniądze,  zrobił piękny projekt, według którego struktura młyna praktycznie by się nie zmieniała. Projekt przewidywał w większości wyburzenie budynku, który aktualnie zagraża bezpieczeństwu.  Tymczasem Burmistrz Krzepic Krystian Kotynia wpisał  go do rejestru zabytków w drodze zarządzenia, na zasadzie "widzi mi się". Tylko, że w chwili obecnej nie jest proste jego „widzi mi się” odkręcić. Tutaj władny jest nadzór budowlany, który jest uzależniony od częstochowskiego konserwatora zabytków.  Inwestor  uzyskał opinię biegłego budowlańca w 2014 roku, z której wynika wprost, że budynek nie nadaje się do jakiegokolwiek remontu, jakiejkolwiek renowacji czy przebudowy. Ponadto jest ruiną i grozi zawaleniem. Latem często na teren – mimo oznakowań – wchodzą dzieci. W każdej chwili może zdarzyć się wypadek. W pobliżu są dwa budynki mieszkalne, gdyby nastąpił jakiś zapłon, to ogień szybko przeniesie się na zabudowania zamieszkane. Gdyby coś się stało, to kto odpowiada? Właściciel. Tym bardziej, że bez zgody konserwatora zabytków nic nie można na obiekcie zrobić. Począwszy od burmistrza Krzepic,  skończywszy na Starostwie Powiatowym w Kłobucku, każdy pozostaje głuchy  na argumenty świadczące o tym, że ten budynek powinien zostać rozebrany i nie stanowi zabytku.  Zgodnie z ustawą – budynek, który nie spełnia przesłanek zabytku – a taką opinię inwestor uzyskał – powinien zostać w drodze decyzji wykreślony. Nikt nie chce tego zrobić, każdy umywa ręce.  Aż nasuwa się pytanie – czego nie dopełnił inwestor, „może czegoś komuś nie dał” ? Od ponad roku inwestor walczy z władzami samorządowymi, a obecnie zamierza skierować sprawę do Sądu Administracyjnego w Katowicach. Wiadomo, że to trwa. Czas leci, budynek niszczeje i stanowi coraz większe zagrożenie.  Inwestycja stoi w miejscu. 
Inwestor był na sesji Rady Miejskiej w marcu 2017 roku, burmistrz  i rada byli głusi na wszelkie argumenty.  Inwestor pokazał plany przebudowy. Przebudowa niczemu nie miała szkodzić. Nie zaburzy to struktury krajobrazu Krzepic. Burmistrz Kotynia powtarzał jak swoją mantrę, że "on nie może, bo to  jest budynek bardzo ważny dla mieszkańców miasta i okolic", "mieszkańcy Krzepic są związani emocjonalnie z budynkiem". Jeden radny stwierdził, że bawił się tam będąc dzieckiem. W chowanego i na pewno z koleżankami –  i stąd to przywiązanie emocjonalne. Nikt nie zwraca uwagi na zagrożenie dla ludzi jakie stanowi ten młyn. Starostwo wydało decyzje o zakazie rozbiórki.  Nadzór budowlany w takich sprawach zawsze jest zobowiązany zwrócić się o opinię do konserwatora zabytków.  Inwestor  złożył sześćdziesięciostronicowy wniosek do nadzoru z opinią. Nikt tego nie czytał – ani starosta, ani konserwator.  Odpowiedź była jednostronicowa, że jest to budynek zabytkowy, powstały w XIX wieku. Nikt nie odniósł się do argumentów technicznych, że jest to ruina, a nie zabytek. Sprawa toczy się teraz przed Głównym Inspektorem Nadzoru Budowlanego. Jeśli on nie zmieni decyzji, to inwestor zwróci się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.  Wszelkie działania samorządów lokalnych są nielogiczne i nieracjonalne. Przez kilkadziesiąt lat budynek stał i nikt się nim nie interesował, inwestor w kwietniu 2014 roku sprawdził czy budynek jest zabytkiem, zanim zdecydował się go kupić – zabytkiem nie był – ale zaraz jak go kupił zabytkiem się stał… Przez wiele lat burmistrza nie bolało, że yo miejsce „z którym tak emocjonalnie związani są mieszkańcy” po prostu niszczeje. Znalazł się ktoś, kto to kupił – więc trzeba mu rzucać kłody pod nogi.  To nie pierwsza jego tego typu inwestycja, natomiast pierwszy burmistrz, który tak załatwił sprawę. 
Rok temu na sesji inwestor wniósł wniosek przed Radą gminy o stwierdzenie naruszenia prawa w wyniku wydania tego zarządzenia.  Burmistrz – jak papuga – powtarzał tylko, że nie może nic zrobić bo budynek jest ważny dla mieszkańców Krzepic i okolic. Gmina od 4 lat blokuje inwestora, który chciał coś zrobić w gminie. Na terenie młyna ma powstać pensjonat/hotel. Niestety,  po wpisaniu budynku do rejestru zabytków – na podstawie zarządzenia burmistrza, nic nie można zrobić. Inwestor zainwestował już kilkaset tysięcy złotych, a cała inwestycja stoi. Wiadomo już, że  terenowa władza  nie pomoże. Z opinii wynika, że budynek w ponad 90% jest ruiną, natomiast konserwator – jak to konserwator pisze, że budynek ma przymioty zabytku – w związku
z czym jest zabytkiem i należy robić renowację. W jaki sposób? Zastanawiające jest  – dlaczego przed 2014 rokiem nikt się tym budynkiem nie interesował? Dlaczego nagle po tym jak został kupiony przez prywatnego inwestora został wpisany do rejestru zabytków?  
 Przykład ten mówi jednoznacznie o „przyciąganiu na teren gminy inwestorów”. A może burmistrz Kotynia przeniesie ten obiekt zabytkowy na teren strefy przemysłowej? Gdyby to się stało, to na pewno nic by nie miał przeciwko takiej inicjatywie. A tak –  to tylko kłody pod nogi poszukiwanemu  przedsiębiorcy. 
Andrzej Zalski.

Comments

comments

Written by